Październik miesiącem imprez - felieton Janusza Pyrkosza

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF

6 listopada 2017

Październik rozpoczęliśmy ponownymi zakupami, z Kubą, w Tesco przy Al. Pokoju. Tym razem pogoda nam dopisywała, a i przemieszczanie się szło nam (i to dosłownie szło) już zdecydowanie lepiej. Dwa dni później odwiedziła mnie mama i przyniosła pierniczki, które wszystkim smakowały, czego dowodem było to, że rozeszły się w mgnieniu oka. Jeszcze tego samego dnia (a bardziej wieczoru) pojechaliśmy, z jedną z asystentek – Kasią Guzikowską – na parapetówkowe zakupy. Po raz 1. w życiu uczestniczyłem w zakupach na DWA wózki. Po zakupach nie stałem przy kasie, z dwóch powodów:

1) dłuższe stanie w miejscu zdecydowanie nie służy moim nogom;

2) pozytyw jest taki, że nie musiałem – od razu – zaznać szoku cenowego. :-)

Kiedy regularnie wykonuje się obowiązki domowe, wtedy czas płynie przynajmniej 2 razy szybciej. W utrzymywaniu  tej regularności pomaga nam grafik. Gdy przy wykonywaniu danych czynności, dostanie się dobrą asystencką radę, wówczas życie staje się prostsze i tak np. wieszanie ręczników dobrze jest rozpocząć od najdalszej części suszarki, tak by nie pozrzucać pozostałych zawieszonych rzeczy. Kiedy jakiś obowiązek, np. zamiatanie i mycie podłogi, odłożyło się na później, to czasem trzeba nadrabiać zaległości nawet w… niedzielę – grafik jest grafikiem i kropka. Grafik obejmuje też gotowanie obiadów  i tak pewnego razu, po raz 1. w życiu, gotowałem pomidorówkę, na następny dzień o… 21.00.

7 października to dla nas ważny, wyjątkowy dzień – w końcu niecodziennie organizuje się parapetówkę. Przygotowania do niej trzeba było rozpocząć od naprawdę totalnych porządków. N godzinę przed rozpoczęciem mieliśmy problemy z grillem, ale z pomocą przyszła Fundacja, pomogli też sąsiedzi. Mieliśmy okazję przekonać się o tym, czym jest sąsiedzka pomoc oraz o tym, że drobne uczynki mają największe znaczenie. Tylu, czyli około 40. osób, ten dom jeszcze nie gościł. Raz jeszcze dziękujemy wszystkim przybyłym gościom, którzy potwierdzili, że to ludzie (a nie miejsca) tworzą klimat. Wszyscy świetnie się bawiliśmy.

15 października po raz 1. od zamieszkania w mieszkaniu wspomaganym wyszedłem z mamą na miasto – dobrze, że dopiero teraz, bo zbyt częsty kontakt osobisty nie podziałałby dobrze na żadnego z nas. Po naszym powrocie z miejskich wojaży pomogłem w przygotowaniu uroczystego obiadu – postawiliśmy na klasykę, czyli na… pyszne i sprawdzone spaghetti. Na deser zaserwowaliśmy całkiem niezłe lody. Oprócz naszych bliskich swoją obecnością zaszczycili nas: Paweł Bilski – prezes Fundacji i Paulina Ziembacz – jego godna zastępczyni.

Trzy dni później, z asystentką z innego projektu (Biuro Aktywizacji Społecznej [BAS]) realizowanego przez Fundację Oczami Brata i przez Fundację Widzialni – Karoliną Brzozowicz – wybraliśmy się na koncert reggae zespołu November Project i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że – częściowo – w skład zespołu wchodzą chłopaki z niepełnosprawnościami. I to jest piękne, że marzenia spełnia się mimo wszystko. Niepełnosprawność nie może i nie przeszkadza w podążaniu za muzyką. Dawno, żaden koncert nie dostarczył  tyle energii. Można powiedzieć, że niewiele miejsc siedzących było zajętych, ale w tym przypadku to bardzo dobrze, bo… wszyscy świetnie bawili się pod sceną.

Choć urodziny mam 12. października, to – z lekkim opóźnieniem – obchodziłem je nieco ponad tydzień później – 21.10. Był to dla mnie dzień podwójnych wrażeń – zaczęło się od meczu gospodarzy, czyli RKS Rakowa z GKS Tychami. Dopingu kibiców i energii piłkarzy wystarczyło do dwubramkowego remisu. W tym miesiącu nastał kolejny „pierwszy raz” - tym razem na stadionie piłkarskim. Wypad był zdecydowanie udany, ale dalej nie pozostanę kibicem piłki nożnej – trudno znaleźć mi sens w bieganiu ponad 20. panów (razem z sędziami) za piłką… Jak mawiał legendarny trener – Kazimierz Górski: Jedno w meczu jest pewne – piłka jest okrągła, a bramki są dwie. Po meczu przyszedł czas na kameralną uroczystość. Świętowałem razem z mieszkańcami, mamą i skromną reprezentacją BAS-u. Życzenia, o jakim pomyślałem podczas zdmuchiwania świeczek na torcie, nie zdradzę, bo nie spełni się. :p Wszystkim gościom ponownie dziękuję za przybycie, a ponadto szczególnie dziękuję jednemu gościowi – mojej Mamie, bo to dzięki Niej, jej walce i determinacji jestem jaki jestem. DZIĘKUJĘ!!!

27. października, po raz 5., odbył się Przegląd Teatralno-Muzyczny Osób z Niepełnosprawnością „Maskarada”. Jest organizowany w ramach projektu „(Nie)pełnosprawni – aktywni kulturalnie”. Występy mogły odbyć się dzięki uprzejmości Fundacji Euro Help, przy ul. Przemysłowej. Na scenie wystąpiło 14 grup – nie tylko z naszego województwa, ale i z łódzkiego oraz świętokrzyskiego. Wyjątkowe jest to, że razem z osobami z niepełnosprawnościami występują osoby pełnosprawne, co pozwala na silną integrację i większe wzajemne zrozumienie. Wszystkie zespoły prezentowały naprawdę wysoki poziom, ale moją największą uwagę przykuły: Teatr JiM z Łodzi i Bielskie Stowarzyszenie „Teatr Grodzki” z Bielska-Białej (kolejność absolutnie przypadkowa). Świetne spektakle swoim niepowtarzalnym głosem i sporą charyzmą uświetnił Robert Mateuszuk. Wszyscy zostali zasłużonymi zwycięzcami. Okazało się, że sztuka nie zna żadnych granic, a sam teatr nie zawsze potrzebuje słów, ale szczerych emocji i wymownego przekazu już owszem.

29. października, w ramach bonu aktywizującego, wyszedłem z asystentką Sylwią Kuczyńską do teatru na komedię pt. „Mayday”. Mimo kilkunastu lat od premiery sala była niemal w całości zapełniona. Dawno się tak nie uśmialiśmy – jeśli rzeczywiście 1 minuta śmiechu to 1 dzień życia dłużej, to będziemy żyć przynajmniej o kilkanaście dni dłużej. :-) Zupełnie pragmatycznie okazało się, że będąc tymczasowym bezrobotnym, wzmacnia się koniunkturę i statystyki urzędu pracy…

Na koniec miesiąca postanowiliśmy świętować Halloween, zatem trzymaliśmy się zasady: „Cukierek albo psikus”, ale o tym więcej za chwilę. Ekspresyjne, niepowtarzalne i przede wszystkim straszące tatuaże zawdzięczamy makijażystce-asystentce – Ani Ostrowskiej. Strach było się bać. Odwiedziliśmy Klubokawiarnię Alternatywę 21 – od będącej na zmianie ekipy dostaliśmy ciastka. Paweł co prawda wręczył nam czekoladki, ale i tak dał się złapać na psikus, czyli na uścisk dłoni Ani, która... była wysmarowana... pastą do zębów. Później byliśmy w Akademii Życia – tam wykupiono się cuksami.

Za nami 2. miesiąc pobytu w Mieszkaniu Wspomaganym. W październiku dużo się działo – było imprezowo i aktywnie. Jestem przekonany, że dalej będzie równie dobrze i równie intensywnie. A może jeszcze lepiej i intensywniej?

 

Janusz Pyrkosz

Galeria

  • Powiększ zdjęcie Zdjęcie z kolacji

    Zdjęcie z kolacji

Rozwiń Metryka

Podmiot udostępniający informację:
Data utworzenia:2017-11-06
Data publikacji:2017-11-06
Osoba sporządzająca dokument:
Osoba wprowadzająca dokument:
Liczba odwiedzin:165